Nocne rozróby i sprawa warkoczyków…

Na co mu człowiek, pani Irinko?

Kolejne zadziwiające zdarzenie miało miejsce w stajni pana Zbyszka mniej więcej po miesiącu od momentu, kiedy się tam sprowadziliśmy. Spartan skutecznie utwierdzał nas w przekonaniu, że nie jesteśmy mile widziani w jego przestrzeni, którą stopniowo powiększał – poczynając od bosku, aż po pastwiska i padoki. Towarzystwo Magnolii ewidentnie bardziej mu odpowiadało. Ubolewałam nad tym, że budowanie relacji ze Spartkiem kompletnie mi nie wychodzi, co pan Zbyszek z charakterystycznym uśmiechem na twarzy skwitował następująco: „Hahaha, pani Irinko, przecież my koniom do niczego nie jesteśmy potrzebni! Jak jest trawa, woda i towarzystwo drugiego konia, to na co mu człowiek? Hahaha”.

SAM_3149

Czasem było miło…

Mimo że wcale nie było mi do śmiechu, musiałam przyznać panu Zbyszkowi rację. Kolejne treningi najczęściej sprowadzały się do prób złapania konia, a następnie – poprowadzenia go na uwiązie na odległość dwóch-trzech metrów. Czasem miałyśmy z Kasią szczęście i udawało się zamknąć Spartana na małym padoku przy stajni, gdzie zaczynałyśmy od podstawowych ćwiczeń z ziemi. Odczulanie na bat, przesuniecie przodu, tyłu, odesłanie na koło, cofanie i podchodzenie, ruch po kole w obu kierunkach… Treningi sprawiały nam dużo radości, widziałam, że koń zaczyna rozumieć nasze polecenia i mimo występujących raz po raz buntów i ucieczek przez ogrodzone pastuchem elektrycznym padoki, robiliśmy wyraźne postępy.

DSC_1429

 

Byłam w stajni prawie codziennie, niekiedy nawet rano i wieczorem. Zabierałam jednego czy dwa psy i jechałam odwiedzić Spartka. Rzadko kiedy ruszał w moim kierunku na powitanie – jedyne, co go naprawdę fascynowało, to broda naszej Moleńki. Zatem najczęściej zabierałam do stajni właśnie ją. Tak minął nam pierwszy miesiąc…

SAM_3281

Niepokojące doniesienia

Pod koniec września, pamiętam, odebrałam telefon od Kasi. Przejęta, powiedziała mi, że dzwonił do niej pan Zbyszek i poinformował o przykrym nocnym zajściu w jego stajni. Do mnie podobno nie chciał dzwonić, by mnie niepotrzebnie nie denerwować, a Kasi chciał się przy okazji poradzić – może ona będzie wiedziała, co się mogło wydarzyć i co robić… Miałam się nie denerwować, ale rzecz jasna po takim wstępie – cała się trzęsłam…

Otóż, kiedy stajenny przyszedł rano do koni i otworzył drzwi stajni, okazało się, że boksy są zdewastowane, Spartan przedarł się do Magnolii, cała wewnętrzna drewniana konstrukcja stajni jest w ruinie, Magnolia poobijana, spieniona, obolała i nie pozwala się do siebie zbliżyć. Kopie, gryzie, jest przerażona… O stanie psychicznym Spartana pan Zbyszek nie wspominał, stąd wywnioskowałam, że nie było z nim najgorzej. Najprawdopodobniej to właśnie on tak straszliwie narozrabiał, pogryzł i potłukł Magnolię i rozwalił stajnię… Dalszą część opowieści znajdziesz w książce, czyli tutaj…

Saga o Końskich Zmorach Część I

Jeden komentarz na temat “Nocne rozróby i sprawa warkoczyków…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s